Mój wielki błąd: nigdy nie powinienem sprzedać mojego 1971 Valiant Charger

Mój wielki błąd: nigdy nie powinienem sprzedać mojego 1971 Valiant Charger

Dlaczego, dlaczego zamieniłem go na Alfa Romeo GTV?

Wszyscy mieliśmy takie samochody: te, które żałujemy, że sprzedaliśmy. Te, które nam umknęły. Ja? Żałuję, że nie mam już ognistego pomarańczowego 1971 Valiant Charger R/T E37, którego sprzedałem ponad 45 lat temu, aby kupić swoją pierwszą Alfa Romeo GTV.

Co? Tak. Valiant — nie Dodge — Charger. Dorastałem w Australii, gdzie GM, Ford i Chrysler produkowali samochody w latach 60-tych i 70-tych. Kiedy wojna muscle carów wybuchła w USA, w 1967 roku otworzył się drugi front w Australii, gdzie gorące Holdeny, Falcony i Valianty zaczęły rywalizować o miano najlepszych w corocznym wyścigu endurance dla samochodów produkcyjnych na Mt. Panorama w Bathurst. A 1971 był rokiem vintage dla australijskiego muscle.

Coupé Monaro GTS Holdena można było zamówić z 350-cubic-inch wersją nieśmiertelnego silnika V-8 Chevroleta, połączoną z czterobiegową manualną skrzynią biegów Saginaw. Ford Falcon GTHO Phase III był w zasadzie czterodrzwiowym Boss Mustangiem, z silnikiem 351 Cleveland V-8 pod maską, wyposażonym w wlot powietrza (Torino GT i Boss Mustang), skrzydło na klapie bagażnika oraz opcjonalne 15-calowe aluminiowe felgi. Osiągał prędkość 228 km/h, a duży Cleveland osiągał 6,750 obr./min, co czyniło go jednym z najszybszych czterodrzwiowych samochodów na świecie w tamtym czasie.

Chrysler nieco spóźnił się na australijską imprezę muscle carów, a jego coupé Valiant Charger, zaprojektowane i skonstruowane całkowicie w jego siedzibie w Tonsley Park w Australii Południowej, było unikalnym podejściem do tego gatunku. Charger był zbudowany na krótszym rozstawie osi niż zwykły sedan Valiant, a wersje R/T miały pod maską tylko silnik sześciocylindrowy, choć był to opracowany w Australii 4,3-litrowy silnik sześciocylindrowy z głowicą Hemi. Pochodził z nieudanej propozycji silnika do ciężarówki Dodge z 1966 roku. Agresywna stylizacja samochodu, z panelami żaglowymi jak w Jaguarze XJS, które opadały od linii dachu do charakterystycznego tyłu Kamm-tail, czyniła go najładniejszym w stawce.

Były R/T, a potem były R/T. Jak w Detroit, trzeba było grać w grę z opcjami. Zwykłe R/T Chargers miały pojedynczy gaźnik czterogardzielowy. Ale jeśli zaznaczyłeś pole E37 lub E38 na formularzu zamówienia, otrzymywałeś silnik Six Pack, który miał trzy gaźniki Weber 45 DCOE montowane na specjalnie zaprojektowanym kolektorze ssącym. Były też inne zmiany: kute aluminiowe korbowody, większe zawory, sprytne kolektory wydechowe, wyższy stopień sprężania, zbiornik oleju z przegrodami i bardziej agresywny wałek rozrządu.

E38 był wersją wyścigową. Miał stopień sprężania 10:1; korbowody były poddane obróbce strumieniowo-ściernej, a nakładanie zaworów wynosiło 48 stopni. W wersji E38 duży silnik Hemi sześciocylindrowy generował 280 KM przy 5,000 obr./min i 431 Nm momentu obrotowego przy 3,700 obr./min. Otrzymywał także pakiet Competition, który obejmował aluminiowe felgi, dyferencjał o ograniczonym poślizgu oraz ogromny zbiornik paliwa z wlotami na każdym panelu żaglowym.

Mój R/T był E37. Miał łagodniejszy wałek (30 stopni nakładania zaworów) i niższy stopień sprężania (9.7:1). Moc wynosiła 248 KM przy 4,800 obr./min, z momentem obrotowym 414 Nm przy 3,400 obr./min. Również nie miałem dodatków z pakietu Competition: Mój samochód miał stylizowane stalowe felgi, mniejszy zbiornik paliwa z pojedynczym wlotem z tyłu (prosto z amerykańskich części Chryslera) oraz standardowy dyferencjał. Nie przeszkadzało mi to zbytnio. To wciąż był fajny samochód dla 19-latka.

Wyszedłem z roku w akademii wojskowej pod koniec 1976 roku i szukałem możliwości wymiany swojego Mini z 1968 roku na coś lepszego. Miałem stałą pracę i mieszkałem w domu. Miałem pieniądze w kieszeni i pragnienie, by kupić coś szybkiego. Mój wujek pracował w Tonsley Park, a mój tata – mechanik – zawsze podziwiał, jak wczesne Valianty wydawały się lepsze od swoich odpowiedników Holden i Ford pod względem inżynierii i trwałości. Dlatego skupiłem się na Chargerze, a nie na Monaro czy Falconie GT. Tata i ja musieliśmy sprawdzić tuzin zaniedbanych, mocno eksploatowanych R/T, w tym kilka E38, zanim znaleźliśmy nieskazitelnego E37 w ognistym pomarańczowym kolorze. Należał do Greka, który otrzymał go jako prezent ślubny od teścia. Samochód miał przejechane zaledwie 56 000 kilometrów.

Ten E37 nigdy nie był mocno eksploatowany w swoim życiu. Myślałem, że go zniszczyłem, kiedy po naciśnięciu gazu kilka razy, aby usłyszeć, jak ten duży silnik sześciocylindrowy ryczy i przyspiesza w sposób, o którym mogłem tylko marzyć w moim starym Mini, spojrzałem w lusterko wsteczne i zobaczyłem chmury dymu wydobywające się z podwójnego wydechu. Po początkowym ataku serca zrozumiałem, że to tylko lata miękkiego nagromadzenia węgla się wypalały. Tata nigdy nie pracował na gaźnikach Webera, dopóki nie przywieźliśmy tego auta do domu, a miały one okropną reputację wśród mechaników. Na szczęście samochód był kompletny z podręcznikiem do silnika Six Pack, który pokazywał dokładnie, jak dostroić te słynne włoskie gaźniki. Gdy tata je zrozumiał, Charger jeździł jak marzenie.

Miałem E37 przez rok i bardzo je lubiłem. Był głośny i szybki, mimo że miał tylko trzybiegową skrzynię manualną (300-konna wersja E49 Charger, wprowadzona w 1972 roku, w końcu otrzymała czterobiegową skrzynię, na którą zasługiwał). Zamontowałem sztywniejsze amortyzatory i mocniejszy przedni stabilizator oraz dodałem jeden do tylnej osi, aby poprawić prowadzenie. Oryginalna kierownica została wymieniona na mniejszą sportową. O, i dodałem odtwarzacz kasetowy z głośnikami Pioneer, aby móc jeździć przy moich ulubionych albumach Springsteena i Supertramp. Ale poza tym był w oryginalnym stanie.

Sprzedałem Charger po roku, ponieważ jego spalanie – 26 l/100 km w mieście i 18 l/100 km w dobrym dniu – oznaczało, że wydawałem znaczną część swojego dochodu na paliwo, nawet wtedy. Co więcej, coupe Alfa Romeo GTV z końca lat 60. i początku 70., z ich silnikami twin-cam, pięciobiegowymi skrzyniami i czterema hamulcami tarczowymi, wydawały się interesującą, wyrafinowaną alternatywą w kontekście przystępnego auta, które było szybkie na krętych drogach przez pobliskie Wzgórza Adelaide.

Pamiętam, że zastanawiałem się, czy podjąłem dobrą decyzję. Tylko raz widziałem Charger po jego sprzedaży, zaparkowany na bocznej ulicy. Tylny błotnik miał konflikt z drzewem i przegrał – E37 na pewno miał tendencję do nadsterowności, gdy dodało się gazu – i był pokryty brudem drogowym. Wyglądał na zniszczony i zaniedbany, i złamało mi to serce.

Dziś mam Alfę Romeo, w pełni odrestaurowaną GTV z 1967 roku, która jest znacznie lepsza od mocno używanego modelu z 1968 roku, za którego wymieniłem E37. Ale nie raz w ciągu tych lat, zwłaszcza gdy australijskie muscle car lat 70-tych stały się bardziej kolekcjonerskie, przeglądałem garstkę starych zdjęć, które mam tego samochodu i myślałem: „Cholera!” Valiant Charger R/T E37, obok mocniejszej wersji E38 i czterobiegowego E49, był unikalnym i charakterystycznym podejściem do australijskiego muscle cara i jest dziś znacznie rzadszy i cenniejszy niż Alfa. Cóż, przynajmniej wciąż mam podręcznik do silnika Six Pack.

To mój samochód, który mi umknął. A Twój?

Źródło: motortrend

Podobne artykuły

Nasze Biura

03-301 Warszawa, Jagiellońska 78, lok. 3.10

https://west-motors.pl/

Zadzwoń do nas
+48 577 777 865
Odpowiemy na każde pytanie na czacie